Przejdź do głównej zawartości

malarz

Wracając z pracy zauważyłem interesujący szyld na jednym z budynków. "Odrestaurowywuję ludzi" głosiła tabliczka nad drzwiami. Chwila coś mi tu nie pasuje. Jak można odrestaurować człowieka? Mimo późnej pory i zmęczenia, postanowiłem wejść do środka. Sprawdzić, o co w tym chodzi.



Wewnątrz budynku, znaki na ścianie poprowadziły mnie na samą górę kamienicy. Na ostatnim piętrze znajdowały się fotele i duże drewniane drzwi. Postanowiłem zapukać.

Otwarte zapraszam.

W środku była pracownia malarska. Wszędzie pełno sztalug, farb. W powietrzu unosił się zapach terpentyny. Przed jednym z płócien siedział starszy pan. 

Nie wiedziałem, że Hewmingway jeszcze żyje, i do tego maluje! - pomyślałem.

Mężczyzna miał taką samą brodę. Można było by go pomylić ze znanym noblistą.

Pan do odrestaurowania? To dobrze się składa, bo akurat nie mam nikogo innego. Proszę niech pan siada. Kawa, herbata? To zawsze umila czas.

I zniknął za drzwiami. Nawet nie miałem czasu nic odpowiedzieć. Usiadłem przy stoliku pod oknem. O co tu chodzi?

Słodzi pan czy nie? To dobrze bo cukier to biała śmierć.

Za chwilę przede mną stała filiżanka z herbatą.

Niech pan zaczyna opowiadać. Farba zaczyna się łuszczyć? Zaczyna prześwitywać to co pod spodem? A może już jest jej za dużo i chciał by Pan ją jakoś "odchudzić"?

Ja.. nie wiem... szyld... ja chciałem...

No wiem muszę go zmienić. Ale wie pan taki tu ruch mam, na wszystko brakuje czasu. Kiedy otwierałem gabinet, nie spodziewałem się, że będę miał aż tylu klientów. Teraz wchodzi jeden za drugim. Drzwi cały czas w ruchu. Sam nie wiem, czy teraz te farby są aż tak złej jakości? Chociaż wie pan ja mam taką swoją teorię. Teraz ludzie zbyt często się malują. Cały czas chcą się zmieniać. Co poznają nową osobę, to nowy wizerunek. Dawniej tak nie było. Oj nie... Zdarzało się, że to co raz namalowaliśmy starczało na całe życie. Czasem tylko jakaś drobna poprawka. To chyba wina tego całego internetu. Za dużo tych wernisaży dla obcych. Wszystko musimy pokazywać. Teraz to już nie jest sztuka dla sztuki. Cały czas chcemy się aktualizować. Bo teraz moda na sztukę masową nie na ekspresjonizm. Zero awangardy, szaleństwa. Wszyscy to samo. Toż to robi się nudne. Przepraszam rozgadałem się a to pan jest tutaj najważniejszy.

Wie pan.. w sumie to ja będę już... uciekał. Dziękuje za herbatę.

Jak to, już? Gdzie pan się tak śpieszy? Nawet nie zaczęliśmy. Nie powiedział pan co chce przemalować. Do domu? Pan tylko zapytać chciał? Ahh... dobrze rozumiem. W takim razie dam panu wizytówkę, to pan zadzwoni i się umówimy. Pasuje? Dobra. Chwila... gdzie ja je położyłem... A są! Proszę.

Dziękuje jeszcze raz. Przepraszam, że zawracałem głowę. Na pewno się odezwę. Do widzenia.

Do zobaczenia.

Odprowadził mnie do drzwi. 

Co to za świr. Malować... ludzi?! Jakiś stary wariat... Co to w ogóle za wizytówka? Hmm... Jerzy K. Psychoterapeuta...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Logos

„Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. J 10, 15b

it hurts enough?

Wolę usłyszeć od kobiety brutalne “odpieprzże się” niż pokrętne teksty w rodzaju “kochanie, może byś tak sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi być pusty”. ~Tomasz Beksiński, ostatni felieton

Budzenie

Budzę się. Żadne odkrycie, każdy to robi codziennie. Budzę się ze snu, budzę się do życia. Szczególnie uczę się tego drugiego. Przebudzić z życiowego letargu. Powoli docierają do mnie sygnały z zewnątrz, moje oczy dostrzegają otaczającą rzeczywistość. Kurczę, jednak coś tu jest. Kurdę, można żyć też na zewnątrz, nie tylko wewnątrz.