Listopad kojarzy nam się przede wszystkim ze świętem zmarłych. Jeździmy na groby naszych bliskich, zapalamy symbolicznego znicza, uczestniczymy w nabożeństwie. Jest to czas, w którym wspominamy naszych zmarłych krewnych.
Kiedy byłem mały (wiekiem i wzrostem) w mojej głowie zamieszkiwała myśl, że nie jestem stąd, że gdzieś daleko jest moja prawdziwa rodzina. Tutaj znalazłem się, ponieważ nie mogłem być z nimi, musieli mnie ukryć. Gdzieś tysiące kilometrów dalej, w jakimś egzotycznym kraju, przeżywają życie pełne wybuchów, przygód. Uważałem, że moja rodzina, ta na co dzień, z która mieszkałem, jest po prostu nudna. Nic się nie dzieje. Ciocia pracuje w szpitalu, wujek w jakimś zakładzie, tak sobie wszyscy żyjemy. Kiedy jednak dorastasz, świat wokół maleje, dowiadujesz się więcej, poznajesz historie, życie innych ludzi. Wtedy zmienia się obraz otaczającej cię rzeczywistości, w tym twoich najbliższych.
Im byłem starszy, tym więcej dowiadywałem się o mojej rodzinie. Na przykład to, że jest porozrzucana praktycznie na całym świecie, wujek za oceanem, jedna ciocia tysiące kilometrów na południe, inna mieszka na jakiejś wyspie. W samej Polsce, mam krewnych w każdym rejonie.
Nagle zawody moich wujków i ciociów stały się niesamowicie interesujące. Każde z nich robiło coś innego. Mimo, że pracowali tak jak inni, ich praca była dla mnie czymś egzotycznym, czymś co znałem tylko z ich opowiadań. To dzięki nim poznawałem życie dorosłych.
Najciekawsza jednak jest historia rodzinna. Kto, skąd przybył, co robił, w czym brał udział. Dowiedziałem się wielu zaskakujących rzeczy, między innymi, że mój pradziadek, który tak na prawdę nie do końca był moim pradziadkiem, pochodził z Ukrainy. Może dlatego tak bardzo spodobał mi się ten kraj.
Ciekawa jest również historia moich rodziców, to co robili w przeszłości. Jakie mieli pasje, jak się poznali. W pewnym momencie oczy wychodzą nam ze zdumienia, słuchając ich opowieści, czy oglądając zdjęcia. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy jakie perełki chowają się w gałęziach naszego drzewa genealogicznego. Ile z nas tak na prawdę zna historię swojej rodziny?
Dla mnie listopadowe święto zmarłych jest więc czasem, w którym mogę poznać moją rodzinę. Podczas odwiedzania grobów mam okazję, by porozmawiać z mamą, babcią o osobach, które tam spoczywają. Moja mama co roku, ma już w pewnym momencie dość moich pytań kto to, kim on był i tym podobnych. Ale dobrze, że te pytania padają. Rodzina bowiem istnieje dopóty, dopóki istnieje pamięć o niej. Pamięć nie tylko o tych, którzy jeszcze żyją, lecz również o tych, którzy już odeszli. Druga sprawa, że dowiadujemy się wtedy, iż nasza rodzina wcale nie jest taka nudna, jak nam się wydaje.
Komentarze
Prześlij komentarz