Przejdź do głównej zawartości

teartown

W naszym mieście wszystkim żyje się wyśmienicie. Wszystkie problemy co dziennego życia rozwiązują się same. Ludzie nie mają zmartwień. Jak to możliwe?



Można powiedzieć, że działa tu magia. Nikt nie wie kiedy, ani jak to się zaczęło. Po prostu tak było od zawsze. Kiedy któryś z mieszkańców ma jakiś problem, na przykład z odkręceniem słoika - chyba najgorsza rzecz jaka może przytrafić się w naszym kucharskim życiu, kładzie słoik na stole, siada przy nim i zaczyna płakać. Użalać się jaki to jest słaby, jak to słoik jest mocno zakręcony. W trakcie tego płaczu, przykrywka zaczyna się powoli odkręcać, tak że po kilku minutach słoik jest odkręcony. Prawda, że wspaniała sprawa! Są dostępne pewne ulepszenia tego "czaru". Możemy skrócić czas rozwiązywania problemu na kilka sposobów. Pierwszy z nich - musimy bardzo przyłożyć się do naszego sposobu wyrażania ubolewania, przysłowiowo pójść na całość, nie ograniczać się. Płakać, szlochać, jęczeć jak tylko potrafimy najbardziej. Drugim sposobem jest zwerbowanie innych osób do pomocy, na przykład dzieci, współmałżonka czy znajomych. Co najlepsze sposoby te możemy łączyć!

Taka jest więc nasza miejska tajemnica, nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać. Oczywiście dla niektórych trzeba poświęcić sporo czasu. Kiedy byłem mały i rodzice uczyli mnie tego zaklęcia, opowiadali mi historię pana Edka. Kiedy zmarła mu żona, postanowił, że odzyska ją bez względu na koszty. Zamiast odprawić jej pogrzeb, wziął trumnę z jej ciałem do domu i rozpoczął płacz. Wkrótce dołączyli do niego znajomi oraz rodzina zmarłej. Podobno po upływie 5 lat nieustannego lamentu jego małżonka wstała jak gdyby nic i poszła przygotowywać obiad. Magiczna siła płaczu nie zna ograniczeń. Historia ta, uczy wszystkich mieszkańców, że nigdy nie należy się poddawać, chociaż sytuacja wydawała by się nam totalnie bez wyjścia. 

W ubiegłym miesiącu wprowadził się do nas nowy mieszkaniec - pan Piotr.  Przyjechał z odległego miasta. Nasze zwyczaje był dla niego czymś niezwykłym. Na początku nie mógł wyjść ze zdumienia, że potrafimy sobie poradzić z każdym problem. Po tygodniu jednak, jego zachowanie uległo zmianie. Zaczął podśmiechiwać się z nas, że jesteśmy beksami i że nie potrafimy sobie z niczym tak na prawdę sami poradzić. W ramach pokazania nam, że da się inaczej rozpoczął prezentacje jak należy rozwiązywać problemy. Kiedy kobieta nie może odkręcić słoika, woła męża. Jeżeli i on nie potrafi sprostać zadaniu, używa przyrządu pomagającego odkręcić słoik - dostępnemu w każdym sklepie. Zachowanie takie powoduje zaoszczędzenie czasu oraz nie tworzy z nas mazgajów, a ludzi zaradnych. Prawda, że proste?

Filozofia pana Piotra zaczęła niektórym z mieszkańców wydawać się słuszna. Przestali oni praktykować stare metody. Ich oczy przestały być czerwone od przepłakanych godzin, na ich twarzach zagościł uśmiech. W mieście powoli odgłos śmiechu zaczynał dominować nad płaczem.

Pewnego wieczoru postanowiłem odwiedzić pana Piotrka. Mieszkał on samotnie na końcu miasta, z dala od innych domów. Kiedy wszedłem na werandę i już miałem zapukać do drzwi, przez okno zauważyłem coś dziwnego. Pan P., na co dzień uśmiechnięty od ucha do ucha, teraz leżał na podłodze i płakał. Przez szybę zdołałem usłyszeć jego wołanie do nieobecnego ciałem boga: "Czemu moje życie jest takie do niczego, czemu jestem sam? Czemu jestem taki smutny? Boże zrób, że coś!" 

Co to miało znaczyć?!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Logos

„Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. J 10, 15b

it hurts enough?

Wolę usłyszeć od kobiety brutalne “odpieprzże się” niż pokrętne teksty w rodzaju “kochanie, może byś tak sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi być pusty”. ~Tomasz Beksiński, ostatni felieton

Budzenie

Budzę się. Żadne odkrycie, każdy to robi codziennie. Budzę się ze snu, budzę się do życia. Szczególnie uczę się tego drugiego. Przebudzić z życiowego letargu. Powoli docierają do mnie sygnały z zewnątrz, moje oczy dostrzegają otaczającą rzeczywistość. Kurczę, jednak coś tu jest. Kurdę, można żyć też na zewnątrz, nie tylko wewnątrz.