Przejdź do głównej zawartości

pewna dziewczyna

Miałem dziwny sen. Śniła mi się pewna dziewczyna i to ona była powodem, dlaczego ten sen nie mógł zostać włożony do szuflady z tabliczką "normalny". Pytanie tylko jaki sen w takim razie jest normalny, bo nie przypominam sobie, aby w szufladzie leżał chociaż jeden. Wszystkie inne są zapełnione, a ta jakimś dziwnym trafem ciągle pusta. Nawet kurz nie chce tam osiadać, jakby buntował się, że on też nie jest normalny. Co jest takiego złego w tej normalności?

Wracając do dziewczyny. Czemu była taka wyjątkowa? Dziewczyna to dziewczyna, można powiedzieć. Czym one mogą się różnić? Dla mnie jednak  ta była inna, coś mi w niej nie pasowało. Była wysoka i szczupła. Miała długie, czarne, proste włosy, spięte w kucyka. Usta wymalowane czarną szminką. Ubrana w czarny golf, czarne rurki i czarne martensy. Misses Black. I to mi nie pasowało, to że cała była czarna. Kto normalny się tak ubiera? Może jakieś emo? Nie, na pewno nie. Emo czuć na kilometr. Posiadają specyficzną aurę, po której wiesz, że emo to emo. Od niej niczym takim nie zalatywało. W sumie to nic od niej nie było czuć. Jakby jej nie było. Jakby była tylko hologramem, w którym tonie ręka, kiedy próbujesz go dotknąć. Nie próbowałem, a może właśnie powinienem. Wiedziałby czy to sen, czy jawa. Chwila, to był sen więc co mi z tego testu? Ta tajemniczość właśnie sprawiła, że dziewczyna utkwiła mi w głowie. Ciągle tam siedziała i za żadne skarby nie chciała sobie pójść.

Niestety nasza przygoda nie trwała wiecznie. Rano się obudziłem. Prawdę mówiąc to budzik mnie obudził. Brutalnie rozerwał z ową dziewczyną. Za takie rzeczy powinno się wieszać, ścinać. Cokolwiek, byle tylko ten psychopata-budzik nie mógł dłużej chodzić. Rujnować kolejnych sennych żyć bogu winnych ludzi. Nie tak jak mój. Znalazł sobie azyl w postaci szafki obok mojego łóżka i w nim przebywa, każdego dnia porywając mnie z rąk Morfeusza. Brutal.

Było zimno. I ciemno. Tak to już jest zimą, a już zwłaszcza jak wstajesz o piątej. Wszyscy śpią. Sąsiad spod 14, twój kolega z uniwersytetu, słońce. Tylko ty głupi wstajesz. Udajesz, że jesz pożywne śniadanie, wędrujesz na przystanek, aby obdarować mróz ciepłem swojego ciała. Wreszcie przyjeżdża autobus, spóźniony jak zawsze. Nie przyjdziesz na przystanek później, bo akurat wtedy pojedzie punktualnie. I wyruszasz, w podróż. Godzinną, na uczelnie.

Taki schemat był więc i dziś. Kołdra out. Kapcie in. Do klopa. Do kuchni. Woda do czajnika raz. Kubek dw... Chwila. Przy stole siedzi dziewczyna! Ale ja nie mam dziewczyny... Kurde, to ta dziewczyna! Ta ze snu. Taka sama. Tak samo czarna, jeżeli nawet nie czarniejsza, ale to może akurat z powodu kontrastu do wszechobecnej w mieszkaniu bieli. Co ona tu robi? Skąd się tu wzięła? 

Nawet nie zauważyła, kiedy wszedłem do kuchni. Siedziała przy oknie z kubkiem w ręku. Piła kawę, też czarną jak smoła i ona. Patrzyła przez okno. Moja obecność w kuchni nie robiła na niej najmniejszego wrażenia.

Co robić? Coś powiedzieć? Przecież się nie znamy, to o czym mamy rozmawiać? Najpierw powinno się sobie nawzajem przedstawić. Stopić pierwsze lody. No to zróbmy ten pierwszy krok. 

-Eeee... Cześć!

Chyba nie usłyszała. A może usłyszała, tylko nie odpowiada? Kurde, nie powiem drugi raz cześć, bo jak słyszała i zignorowała, to jeżeli będę powtarzał cały czas to samo, to weźmie mnie za idiotę. Dobra. Zrobię sobie kawę i zjem śniadanie. Ponowimy próbę nawiązania kontaktu za chwilę. No to szafka, kubek, kawa. Czajnik, woda, gaz.

Co ona teraz robi? Ciekawość nie daje spokoju, muszę spojrzeć przez ramię.

Nie ma jej! Zniknęła! Co?! Jak to możliwe. Przed chwilą tu była, a teraz jej nie ma. Co jest grane? Może jej tu w ogóle nie było. No pomyśl, przecież ona Ci się w nocy śniła więc jak mogła siedzieć u ciebie w kuchni i pić kawę. Nie obudziłeś się i jeszcze śniłeś. Była wytworem twojego wciąż śpiącego umysłu. Dobra to ma jakiś sens.

W autobusie znowu się zjawiła. Siedziała przede mną. Czytała jakąś książkę. Niestety nie mogłem rozszyfrować co dokładnie. Znowu nie zwróciła na mnie uwagi. Żadnego przelotnego spojrzenia, zalotnego uśmiechu. Nic. Zero. Wiem, może nie jestem jakiś specjalnie przystojny. No ale bez przesady! Zasługuję chociaż na wzrok odrzucenia. Cokolwiek, a nie nic. Ona mi siedzi w głowie, a ja? Ejjj... powoli. Po co szukać dziewczyny tak bez przyczyny. To, że mi się śniła, siedziała w kuchni i teraz jedzie ze mną, nie znaczy, że już mam planować nasze wesele. Nawet nie wiem jak ma na imię. Prawdę mówiąc to moja wiedza o niej mieści się na jednej kartce. Pustej kartce. Dobra wiem jak wygląda, to zawsze coś. Muszę do niej podejść i zagadać. Dobra huhu... już. Nie no, nie mogę. A jak mnie znowu zignoruje, jak to było w kuchni? Chłopie trochę odwagi. Wstaję. Nie, siadam. Nie dam rady. 

Autobus się zatrzymuje na kolejnym przystanku. Co ona robi?! Wysiada? Teraz, w tak ważnym momencie? Biec za nią? Jeśli to zrobię, spóźnię się na zajęcia. Wszystko przez ten pieprzony autobus. Gdyby przyjechał wcześniej miałby więcej czasu, ale nie, on musi się spóźnić. Teraz mogę tylko patrzeć przez okno jak ona w prawo, a ja w lewo. Ona idzie, ja jadę. 

Wykład jeszcze się nie zaczął. Profesor również postanowił dzisiaj przyjść kilka minut później. Po co się śpieszyć, w końcu i tak na końcu czeka trumna. Ktoś dosiada się w drugim rzędzie, jakaś nowa dziewczyna. Kojarzę skądś tego kucyka i ten czarny płaszcz. Nie do wiary to ona! Znowu ta sama dziewczyna. Chyba mnie śledzi. To przeznaczenie, głos z góry. Twoje życie jest obok tej dziewczyny. Teraz muszę do niej podejść, zapytać jak ma na imię. Co czytała, na co chce iść do kina. Już wstaję, a tu nagle wchodzi profesor.

-A pan gdzie się wybiera? Już zaczynamy, proszę siadać.

Nie do wiary znowu coś mi zabroniło. Stanęło na drodze do tej dziewczyny. Nic, poczekam do końca wykładu i wtedy do niej podejdę.

Przez cały wykład nie mogłem się skupić na słowach profesora. Ciągle wpatrywałem się w jej plecy. Świdrowałem wzrokiem jej głowę. Próbowałem przewiercić się przez czaszkę i dostać do mózgu. Podpiąć do neuronów, usłyszeć o czym myśli. Przejrzeć wspomnienia. Zobaczyć co lubi. Dowiedzieć się o niej czegokolwiek. Urwać jakikolwiek skrawek jej myśli, cokolwiek. Coś co należało do niej i tylko jej. Czy to było stalkowanie? Ciągłe jej obserwowanie, w głowie z tajemnic rozbieranie?

Wykład się skończył, a ona znowu zniknęła. Musiała wtopić się w tłum wychodzących studentów. Nigdzie nie mogłem jej wyłowić. Jej kucyk zlał się z morzem innych fryzur, z falami innych włosów. Okazja jej poznania po raz kolejny mi uciekła, jak biały królik Alicji. Nie pozostało mi nic innego jak spakować swoje rzeczy ze stolika i wrócić do domu. Z tyłu głowy miałem nadzieję, że być może będzie wracała tym samym autobusem, tak jak rano. Niestety. Do końca drogi nie wsiadła. Jechałem sam. Niby w tłumie innych ludzi, no ale bez niej. Sam jak palec.

Myślałem jeszcze, że może znowu chowa się u mnie w kuchni, przy stole. Szybko wbiegłem po schodach do góry i otworzyłem drzwi. Przeszukałem mieszkanie. Nie było jej, ani śladu. A więc przepadła. Już jej nie zobaczę. Zmarnowałem dziś tyle okazji, aby do niej podejść i ją poznać. Jaki ja jestem głupi. Taka dziewczyna...

Rzuciłem torbę na podłogę. Przeżywałem kryzys egzystencjonalno-emocjonalny. Wewnętrzne rozbicie. Odrazę do świata, a przede wszystkim do siebie. Opuściła mnie cała energia życiowa. Moja głupota mnie przygniotła. Jak można być takim nieudacznikiem?

Wiedząc, że i tak nie będę dziś w stanie nic zrobić, włączyłem laptopa i położyłem na łóżku. Znalazłem jakąś podobno śmieszną komedię i kliknąłem przycisk startu. Poszedłem do kuchni zaparzyć herbatę. Kiedy wróciłem siedziała przed ekranem przykryta kocem i oglądała film. Wróciła. Położyłem kubek z herbatą na stoliku i usiadłem obok niej. Ukradłem jej trochę kocu, aby również się przykryć. Zaśmiała się. Przytuliła i tak fizycznie złączeni oglądaliśmy film. Przez cały czas pilnowałem się, aby nie zasnąć. Bałem się, że kiedy się potem obudzę już jej nie będzie, że zniknie. Teraz już na stałe. Skończy się ten dziwny i piękny zarazem sen.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Logos

„Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. J 10, 15b

it hurts enough?

Wolę usłyszeć od kobiety brutalne “odpieprzże się” niż pokrętne teksty w rodzaju “kochanie, może byś tak sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi być pusty”. ~Tomasz Beksiński, ostatni felieton

Budzenie

Budzę się. Żadne odkrycie, każdy to robi codziennie. Budzę się ze snu, budzę się do życia. Szczególnie uczę się tego drugiego. Przebudzić z życiowego letargu. Powoli docierają do mnie sygnały z zewnątrz, moje oczy dostrzegają otaczającą rzeczywistość. Kurczę, jednak coś tu jest. Kurdę, można żyć też na zewnątrz, nie tylko wewnątrz.