Przejdź do głównej zawartości

cisza

Przychodzą takie momenty, kiedy chciałbym rzucić to wszystko i uciec. Uciec tam, gdzie jest cisza, gdzie żaden dźwięk nie odważy się mi przeszkodzić. Zaczepić. W siedzeniu i słuchaniu. Niby czego? Słuchaniu siebie, bo tylko wtedy jestem w stanie to usłyszeć.



Na co dzień żyję w morzu tłumu, pośpiechu i hałasu. Każdy gdzieś się śpieszy, złości się, że ten palant w Oplu przed nim stoi zamiast jechać. Że dziecko znowu płacze, chociaż ma wszystko, chociaż nie ma powodu do płaczu. A ono płacze i płacze. Że kolega znowu spieprzył powierzoną mu robotę. Więc krzyczę, pozwalam mojej złości wyjść na światło dzienne.

Słychać też tętno świata, w którym żyję. Dźwięk ten jest przyjemny dla ucha, gra muzyka, która zaprasza do zabawy. Do tańca. Są reklamy - kup nasz proszek do prania, a będziesz miał uśmiech na twarzy od rana. Albo po prostu wyprany podkoszulek i portfel. Są tu również wiadomości, że jakiś dwóch gości okradło innych dwóch gości. Ja się tylko pytam, kto kogo tu gości i czemu okrada gości? Że jakiś pan z bronią poszedł polować na kaczki, jednak wybrał złe kaczki. Tak o 137 gatunków złe. I o 2 ręce więcej. Mój świat wibruje, ciągle gdzieś pędzi, szaleje. A ja z tego całego szumu wiecie co, mdleję. Czasami myślę, że zaraz oszaleję. Jedyne czego wtedy pragnę to uciec i  się schować. Znaleźć miejsce, gdzie jedyną żywą istotą jest cisza. 

Może to być las. Spacer po pagórkach. Odwiedzenie miejsc, gdzie nikt nie chodzi. Dać odpocząć myślom. Dać popracować zmysłom. Usłyszeć szum liści, poczuć zapach lasu, poczuć chłód wiatru na policzku, zobaczyć jak promienie słońca walczą z gałęziami, aby przedostać się do ziemi. Połamać stopami te leżące na drodze gałęzie, poległych w walce ze słońcem. Usłyszeć ten trzask. Dać się zaskoczyć sarnie w krzakach i o mało co nie zejść na zawał, kiedy nagle wyskoczy przed tobą. Iść, tak po prostu przed siebie. Iść i nie zastanawiać się po co, ani gdzie. Po prostu stawiać krok za krokiem. Poczuć ból w łydkach. 

Ciężko jednak uciec w ciągu tygodnia z miasta. Trzyma mnie ono swoimi kajdanami prac i obowiązków. Udaje mi się wtedy uciec do innego opuszczonego miejsca, którego nikt nie odwiedza. Schronić się w jego chłodzie, półmroku. W jego wysokich ceglanych ścianach. Usiąść na ławce i słuchać. Tak, tu też żyje cisza. Nagle słyszysz skowyt zawiasu wielkich, potężnych drzwi. Jednak ktoś odwiedza to miejsce. Na szczęście nie przeszkadza ci w twoim siedzeniu. Sam szybko znajduje swoją bezpieczną skrytkę i tam się skrywa. Też poszukuje ciszy, dziękuje jej i ją prosi. Czasami cisza spełnia te prośby. Jednak nigdy nie odpowiada. Taka jej natura. Słucha, ochrania, nigdy nie odzywa się. Czasami zastanawiam się nawet, czy ona w ogóle istnieje. Czy nie jest to przypadkiem tylko wytwór mojej wyobraźni, coś co sobie wmówiłem i teraz w to wierzę. Nie to nie prawda. Przecież teraz ją słyszę, jest tutaj. Czuję jak mnie otacza, lepi do mojego ciała, wlewa przez uszy. Napełnia od środka do pełna. Zapełnia wszystkie wewnętrzne ubytki. Dodaje energii do działania, do życia. Teraz mam odwagę, by żyć. Tylko boję się wyjść. Przeczuwam co mnie czeka za drzwiami. Świat na zewnątrz nie uległ zmianie. Tam nadal każdy dźwięk walczy z tym drugim, aby być tym pierwszym. Lepszym. Głośniejszym. A tu jest cisza. Ona nie walczy. Ona jest i tyle. Nie mówi, słucha. Chciałbym być jak ta cisza.

Muszę wyjść. Nie da się całego życia przesiedzieć w kokonie. Da się. Tylko, czy to życie, czy siedzenie? Opuszczam więc bezpieczną kryjówkę. Kurczę, świat poza nią jest nawet piękny. Wspaniały. W moim wnętrzu mam jeszcze zapas ciszy. Pełen bak. Hałas powoli wlewa się wszystkimi możliwymi drogami do środka. Powoli wypiera ciszę. Kiedy już całkiem ją zastąpi, chce wędrować dalej. Wylewać, a nie tylko wlewać. Wylewa się ustami, gestami, nogami. A ja zaczynam szukać stacji paliw ciszy. Bo przecież zawsze mogę ją od nowa wlać do środka. Jest, udało się. Znowu w moim wnętrzu króluje cisza.

Czasem udaje mi się oprócz świata usłyszeć inne osoby, które też lubią ciszę. Które też jej szukają. Mogę się w nich wsłuchać, zdobyć sposób na życie. Odkryć, że oprócz mnie też jest na tym świecie życie.

"Fajne jest to że jak się wsłuchasz w 'ciszę' zazwyczaj zagłuszaną myślami to zorientujesz się jaki dookoła jest hałas. Usłyszysz że twoja poliestrowa kurtka się ociera o siebie jak machasz łapami. Słyszysz też jak Ci śnieg fajnie chrupie pod nogami, to że w oddali pies szczeka, auta driftują, rzeka szumi, a wiatr wieje ci w twarzyczkę. Normalnie nie zwracasz na to uwagi, ja też nie, a szkoda bo czasami zauważasz dziwnie rzeczy, np. to że oddychasz, że żyjesz.

Fajnie."







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Logos

„Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. J 10, 15b

it hurts enough?

Wolę usłyszeć od kobiety brutalne “odpieprzże się” niż pokrętne teksty w rodzaju “kochanie, może byś tak sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi być pusty”. ~Tomasz Beksiński, ostatni felieton

Budzenie

Budzę się. Żadne odkrycie, każdy to robi codziennie. Budzę się ze snu, budzę się do życia. Szczególnie uczę się tego drugiego. Przebudzić z życiowego letargu. Powoli docierają do mnie sygnały z zewnątrz, moje oczy dostrzegają otaczającą rzeczywistość. Kurczę, jednak coś tu jest. Kurdę, można żyć też na zewnątrz, nie tylko wewnątrz.