Przejdź do głównej zawartości

list


Jak to jest kochać?

Wytłumaczysz mi?



Jakie to uczucie?
Gdzie czuć ścisk?
I jak mocny?

Skąd wiemy, że kochamy?
Bo oczy i nos?
Czy słowa i charakter?

Czego boimy się w miłości?
Odrzucenia? Wyśmiania?
Dlaczego? Skoro kochamy.

Zresztą, po co pytam,
przecież to nie jest miłość spełniona,
to miłość z samotności.



Do M.

Przychodzą takie chwile kiedy robi mi się zimno. Moje ciało ogarniają dreszcze. Czuję, że zamarzam. Wcale nie są to momenty kiedy słupek rtęci w termometrze gwałtownie ucieka w dół, ani wtedy, gdy powiem wiatru próbuje wkraść się pod moją kurtkę. Często to ochłodzenie przychodzi do mnie kiedy wracam wieczorem do domu. Kiedy podziwiam przez szybę festiwal światła i mroku. Ten mrok wzmacnia tą ciemność, która siedzi w moim wnętrzu, która zapełnia dziurę w sercu.

Lubię siebie. Na prawdę. Kiedyś nienawidziłem, ale z czasem udało nam się zaprzyjaźnić. Stwierdziliśmy, że i tak nie mamy wyjścia, przecież spędzimy razem całe życie. Aż nas śmierć nie rozłączy. Moja natura jest inna niż wszystkich dookoła. Czasami stwierdzam, że pasuje do mnie jak pies do kota. Ona lubi być sama. To ją zadowala. Może wtedy spokojnie snuć marzenia o wielkiej miłości, wspaniałym życiu w słonecznej wiosce, gdzieś na morzu śródziemnym. Skromna chatka na szczycie pagórka, bujany fotel, książka i ona. Jakaś ona. W początkowych wizjach ta rola nie była obsadzona. Od jakiegoś czasu jednak coraz częściej widzę tam Ciebie. Szczerze Ci powiem, że gdyby ode mnie to zależało, na Twojej półce już leżał by Oscar. Pasujesz tam idealnie. Jesteś przepiękna. Żałuję tylko, że tak blisko jesteśmy wyłącznie w tym marzeniu. W autobusie siedzę sam. Miejsce obok mnie pozostaje puste, wciąż oczekuje na właściwego pasażera.

Nazywają nas introwertykami, osobami, które wolą żyć same. To nie prawda. My nie chcemy być sami. To nas zabija, powoli podcina żyły, przykuwa do łóżka, tak, że nie mamy rano siły z niego wstać. Kiedy pozostajemy sami, płaczemy. Odczuwamy wewnętrzny ziąb, mróz, który wyruszając z serca podbija kolejne terytoria naszego ciała. My nie chcemy być sami. My cały czas szukamy. Tej jedynej osoby, która nas zrozumie, odwzajemni to co my czujemy. Czasem te poszukiwania trwają wieki. Przyczyną tego są nasze bolesne doświadczenia z chwil kiedy źle ulokowaliśmy nasze uczucia. Kiedy osoba, która miała być dla nas wszystkim, łamała serce. To boli jeszcze bardziej niż pustka powodowana samotnością. To jest jak zabójstwo, które zabija, ale jednocześnie pozostawia przy życiu. 

Dlatego nie lubię mówić o sobie. Nie lubię się ranić. Wolę ten chłód bycia z boku. Wciąż szukam tej dziewczyny, przed którą będę mógł się otworzyć. Powiedzieć to wszystko co mi się w głowie kotłuję, jak wielkim uczuciem ją darzę. Jak wiele dla mnie znaczy. I teraz Ty stanęłaś na mojej drodze. Niby na poboczu, ukradkiem, żeby nie rzucać się w oczy. Jednak ja Cię zauważyłem i co gorsza zakotwiczyłem w moich myślach. Teraz ciągle tam dryfujesz, a ja się zastanawiam co z tym zrobić. Mam dość tej samotności. Tej smutnej monotoniczności temperatury serca. Myśl o Tobie jest jak zapałka, daje znikome ciepło, ale jednak ciepło. To mnie kusi. Dołożyć coś do tej małej zapałki, coś co wznieci ogień. Tylko, czy to mnie nie zgubi? Czy ten ogień nie spali od środka, nie będzie tymczasowy? Wypali wszystko i zostawi pogorzelisko? Czy mam zaryzykować? Jak uzyskać właściwą odpowiedź?

Twój R.






P.S.
Romantycy nie umarli i nadal śpiewają pod balkonem. Tylko, że teraz częściej kończy się to koncertem w radiowozie niż w ogródku...




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Logos

„Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. J 10, 15b

it hurts enough?

Wolę usłyszeć od kobiety brutalne “odpieprzże się” niż pokrętne teksty w rodzaju “kochanie, może byś tak sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi być pusty”. ~Tomasz Beksiński, ostatni felieton

Budzenie

Budzę się. Żadne odkrycie, każdy to robi codziennie. Budzę się ze snu, budzę się do życia. Szczególnie uczę się tego drugiego. Przebudzić z życiowego letargu. Powoli docierają do mnie sygnały z zewnątrz, moje oczy dostrzegają otaczającą rzeczywistość. Kurczę, jednak coś tu jest. Kurdę, można żyć też na zewnątrz, nie tylko wewnątrz.