Pisząc bloga, rozmawiając z innymi, wypowiadając się na jakiś temat, w ogóle żyjąc, łatwo stworzyć sobie bańkę mydlaną i w niej zamieszkać. Wytworzyć wewnątrz przyjemny mikroklimat. Rozsiąść się w środku wygodnie. Muszę jeszcze poprawić poduszkę, o teraz jest idealnie. Teraz mogę zacząć mówić. Oceniać cały świat dookoła. Dawać odpowiedzi na wszystkie pytania świata.
Boję się pisać. Na prawdę. Ostatnimi czasy towarzyszy mi lęk, że napiszę coś źle. Nie chodzi tu o poprawność ortograficzno-gramtyczną, chociaż po części też. Bardziej przeraża mnie wiedza, że nie wiem wszystkiego, że czasem chciałbym się pobawić w mędrca. Poudawać, że odnalazłem odpowiedzi na wszystkie niewiadome tego świata. Że jestem w stanie pomóc każdemu. Że nikogo nie zawiodę. Że będę idealny. Niestety nie jestem. Nie wiem wszystkiego. Nie zawsze umiem pomóc.
Podoba mi się ta metafora z bańką. Przebywanie w niej mydli nam oczy. Wydaje nam się, że świat na zewnątrz jest taki jakim go widzimy z wnętrza bańki. Rozmawiając z innymi "nawracamy" ich na nasz sposób spostrzegania otaczającej nas rzeczywistości. W ciągu życia pojawiają się na szczęście ( nie szczęście) wydarzenia, które potrafią przekuć naszą bańkę. Znika bezpieczna otoczka. Do środka wdziera się powietrze z zewnątrz. Drażni nas swoją szorstkością. Do naszych nozdrzy dociera mieszanka tysiąca nowych nieznanych zapachów. Nie znamy tego. Straciliśmy naszą strefę komfortu, bańkę. Znaleźliśmy się w całkowicie obcej rzeczywistości.
Możemy wtedy zrobić dwie rzeczy. Usiąść i zacząć płakać. Rozłożyć ręce, poddać się. Nie wiemy co robić. Zginiemy. Ratunku!!! Jeżeli będziemy mieli szczęście, ktoś nas usłyszy. Podbiegnie, aby udzielić pomocy. Pokaże, że ten świat nie jest taki okropny, że da się tutaj żyć. Przekaże nam swoje lifehaki. Złapie za rękę i wyprowadzi z bagna. Możemy nie mieć tego szczęścia i zostaniemy z tym wszystkim sami. To co stanie się z nami w takiej sytuacji zależy od naszej woli przeżycia, albo poddamy się całkowicie i utopimy, albo poużalamy nad sobą jakiś czas, ale stwierdzimy, że pasowałoby się wziąć w garść. Zaciśniemy zęby i niczym Robinson Crusoe rozpoczniemy walkę o przetrwanie.
Istnieje jeszcze jednak możliwość, że odbudujemy naszą bańkę. Wyprzemy wszystko to co się nam przydarzyło i powrócimy do starej, dobrze znanej, komfortowej rzeczywistości. Będziemy udawać, że nic się nie wydarzyło. Wszystko jest tak jak dawniej.
Zdaję mi się, że moja bańka mydlana pękła. Chyba udało mi się pozbierać, wziąć w garść. Korci, aby ją odbudować. Z każdym kolejnym dniem poza nią odkrywam jednak, że tutaj też da się żyć. Nie jest tak źle. Jest bardzo dużo niewiadomych. Nie wiem co mnie czeka za rogiem. Co mnie skrzywdzi, a co mi pomoże. Ta rzeczywistość jest bardzo tajemnicza. Co jakiś czas jednak, przytrafiają mi się rzeczy dobre. Takie, których wcześniej nie miałem okazji doświadczyć. Zamykając się ponownie w bańce odgrodzę się od nich. Nie pozwolę im się mi przytrafiać.
Przebywając w świecie poza bańkowym mam również inne podejście do tego co mnie otacza. Nic ie odgradza mnie od innych osób. Jestem bardziej świadomy tego, że inni też żyją, mają swoje problemy życiowe, dylematy oraz mądrość życiową. Odkrywam jak wiele mogę się od nich nauczyć. Życie poza bańką jest wielką, niekończącą się lekcją pokory do życia. Przyjęcia postawy, w której nie oceniam innych, bo nie mam do tego prawa. Tak na prawdę nie wiem nic. Nie wiem jak żyć. Dlaczego miałbym więc pouczać innych?
Wiecie co. Nie chcę do bańki. Trochę mnie tu na zewnątrz szarpie. Wieje niemiłosiernie. Jednak koniec końców jest tutaj lepiej. Na pewno ciekawiej. Może na początku tego nie widziałem, co jakiś czas przychodzą momenty kiedy ta myśl powraca. Zginiesz tu! Uciekaj! Mam wtedy ochotę skulić się i zacząć płakać jak małe dziecko. Czasem chyba trzeba. Musimy jakoś wyrzucić to wszystko z siebie. Ważne, żeby potem wytrzeć policzek rękawem i wstać. Iść dalej.
Boję się pisać. Na prawdę. Ostatnimi czasy towarzyszy mi lęk, że napiszę coś źle. Nie chodzi tu o poprawność ortograficzno-gramtyczną, chociaż po części też. Bardziej przeraża mnie wiedza, że nie wiem wszystkiego, że czasem chciałbym się pobawić w mędrca. Poudawać, że odnalazłem odpowiedzi na wszystkie niewiadome tego świata. Że jestem w stanie pomóc każdemu. Że nikogo nie zawiodę. Że będę idealny. Niestety nie jestem. Nie wiem wszystkiego. Nie zawsze umiem pomóc.
Podoba mi się ta metafora z bańką. Przebywanie w niej mydli nam oczy. Wydaje nam się, że świat na zewnątrz jest taki jakim go widzimy z wnętrza bańki. Rozmawiając z innymi "nawracamy" ich na nasz sposób spostrzegania otaczającej nas rzeczywistości. W ciągu życia pojawiają się na szczęście ( nie szczęście) wydarzenia, które potrafią przekuć naszą bańkę. Znika bezpieczna otoczka. Do środka wdziera się powietrze z zewnątrz. Drażni nas swoją szorstkością. Do naszych nozdrzy dociera mieszanka tysiąca nowych nieznanych zapachów. Nie znamy tego. Straciliśmy naszą strefę komfortu, bańkę. Znaleźliśmy się w całkowicie obcej rzeczywistości.
Możemy wtedy zrobić dwie rzeczy. Usiąść i zacząć płakać. Rozłożyć ręce, poddać się. Nie wiemy co robić. Zginiemy. Ratunku!!! Jeżeli będziemy mieli szczęście, ktoś nas usłyszy. Podbiegnie, aby udzielić pomocy. Pokaże, że ten świat nie jest taki okropny, że da się tutaj żyć. Przekaże nam swoje lifehaki. Złapie za rękę i wyprowadzi z bagna. Możemy nie mieć tego szczęścia i zostaniemy z tym wszystkim sami. To co stanie się z nami w takiej sytuacji zależy od naszej woli przeżycia, albo poddamy się całkowicie i utopimy, albo poużalamy nad sobą jakiś czas, ale stwierdzimy, że pasowałoby się wziąć w garść. Zaciśniemy zęby i niczym Robinson Crusoe rozpoczniemy walkę o przetrwanie.
Istnieje jeszcze jednak możliwość, że odbudujemy naszą bańkę. Wyprzemy wszystko to co się nam przydarzyło i powrócimy do starej, dobrze znanej, komfortowej rzeczywistości. Będziemy udawać, że nic się nie wydarzyło. Wszystko jest tak jak dawniej.
Zdaję mi się, że moja bańka mydlana pękła. Chyba udało mi się pozbierać, wziąć w garść. Korci, aby ją odbudować. Z każdym kolejnym dniem poza nią odkrywam jednak, że tutaj też da się żyć. Nie jest tak źle. Jest bardzo dużo niewiadomych. Nie wiem co mnie czeka za rogiem. Co mnie skrzywdzi, a co mi pomoże. Ta rzeczywistość jest bardzo tajemnicza. Co jakiś czas jednak, przytrafiają mi się rzeczy dobre. Takie, których wcześniej nie miałem okazji doświadczyć. Zamykając się ponownie w bańce odgrodzę się od nich. Nie pozwolę im się mi przytrafiać.
Przebywając w świecie poza bańkowym mam również inne podejście do tego co mnie otacza. Nic ie odgradza mnie od innych osób. Jestem bardziej świadomy tego, że inni też żyją, mają swoje problemy życiowe, dylematy oraz mądrość życiową. Odkrywam jak wiele mogę się od nich nauczyć. Życie poza bańką jest wielką, niekończącą się lekcją pokory do życia. Przyjęcia postawy, w której nie oceniam innych, bo nie mam do tego prawa. Tak na prawdę nie wiem nic. Nie wiem jak żyć. Dlaczego miałbym więc pouczać innych?
Wiecie co. Nie chcę do bańki. Trochę mnie tu na zewnątrz szarpie. Wieje niemiłosiernie. Jednak koniec końców jest tutaj lepiej. Na pewno ciekawiej. Może na początku tego nie widziałem, co jakiś czas przychodzą momenty kiedy ta myśl powraca. Zginiesz tu! Uciekaj! Mam wtedy ochotę skulić się i zacząć płakać jak małe dziecko. Czasem chyba trzeba. Musimy jakoś wyrzucić to wszystko z siebie. Ważne, żeby potem wytrzeć policzek rękawem i wstać. Iść dalej.

Komentarze
Prześlij komentarz